WALKIRIA; artyści prawdziwie współtworzyli dzieło
2020-02-22 15:38:22

Dzieła Wagnera na krakowskiej estradzie i scenie są nieobecne z wyjątkiem uwertury symfonicznej Polonia i Tannhäusera wystawionego z powodzeniem w Operze Krakowskiej. O tym by zobaczyć kiedyś w Krakowie Tetralogię możemy tylko pomarzyć. Piękny więc podarunek otrzymaliśmy w piątek od Filharmonii Krakowskiej, której orkiestra pod dyrekcją jej honorowego dyrygenta Antoniego Wita wraz z trojgiem solistów: Magdaleną Anną Hofmann, Thomasem Mohrem i Grzegorzem Szostakiem zaprezentowała I akt Wagnerowskiej Walkirii. Niech żałują ci, którzy zlękli się piątkowej aury. Wieczorem na niebie było już spokojniej i wędrówka do Nowohuckiego Centrum Kultury nie wymagała wielkiego samozaparcia. A udziałem tych, którzy tam dotarli (na szczęście licznie), było prawdziwie wielkie przeżycie artystyczne.

Nie będę tu streszczać akcji dramatu, która przebiega wartko mieszając wątki dramatyczne i liryczne, będąc obrazem rodzącego się i rosnącego uczucia. Obecnym przybliżało ją wyświetlane polskie tłumaczenie libretta. Ale gdyby nawet tego tłumaczenia nie było, słuchacze i tak zrozumieliby przesłanie dzieła. Objaśniłaby im je sama muzyka poprowadzona przez Antoniego Wita z ogromnym znawstwem i równą mu pasją. Czuło się, że dyrygent ma partyturę Wagnera głęboko przeżytą. Podobnie swe partie mieli przetrawione wykonawcy głównych ról dramatu, tworzący nie tylko głosem ale i gestem, wzrokiem i postawą żywe postaci. Obdarzeni pięknymi głosami Magdalena Anna Hoffman jako Zyglinda i Thomas Mohr jako Zygmunt od lat specjalizują się w repertuarze wagnerowskim. Wczoraj po prostu porwali słuchaczy, przekonali do Wagnera nawet najbardziej opornych (wraz z piszącą te słowa). Dobrze sekundował im w mniej odpowiedzialnej wokalnie w I akcie dzieła, ale jakże ważnej dla całości dramatu partii Hundinga Grzegorz Szostak.

Dla orkiestry Filharmonii Krakowskiej prezentacja Walkirii była zmierzeniem się po raz drugi z muzyką sceniczną Wagnera. Przed laty Gabriel Chmura zaprezentował II akt Parsifala także z Tomasem Mohrem w partii tytułowej. Ale tym razem artyści Filharmonii grali z większym przejęciem, czuło się, że dobrze rozumieją się z dyrygentem, prawdziwie współtworzą dzieło. Oby takich koncertów było jak najwięcej!


Więcej:
MUZYA NA WALENTYNKI; interesująca Bajka Suka2020-02-16 12:09:56
75. LAT; IX Symfonia zawsze porusza2020-02-08 18:31:50
KONCERT KARNAWAłOWY; Kennedy wciąż frapuje 2020-02-02 11:12:42
MSZA ROSSINIEGO; poprawnie, nie porywająco2020-02-01 11:18:37
SIGISMONDO; mnóstwo absurdów, świetni śpiewacy2020-01-27 21:43:47
MOTYLI KOCHANKOWIE; to było wzruszające 2020-01-19 11:32:10
OBLICZA PIANISTYKI; takich wykonań chce się słuchać!2020-01-18 11:38:04
MUZYKA KARNAWAŁOWA; kiedy wrócimy na Zwierzyniecką?2020-01-11 11:49:06
NOWY ROK W FILHARMONII; orkiestra grała z prawdziwą przyjemnością2020-01-02 11:24:11
SYLWESTER W OPERZE; ten wieczór miał walor świeżości2020-01-01 11:28:47