Łukasz Długosz
Największa gwiazda polskiego fletu

Chcę coś zrobić dla potomności

Ma 26 lat, 5 fletów, daje rocznie ok. 100 koncertów na całym świecie, jest laureatem wszystkich polskich konkursów fletowych i 17 międzynarodowych. Łukasz Długosz jest największą gwiazdą polskiego fletu. Co więcej, należy do ścisłej czołówki światowej, i to nie tylko patrząc na listę nagród konkursowych, ale na istnienie w normalnym życiu koncertowym.

Swego czasu był nazywany „pożeraczem nagród”. Na swoim koncie ma wygrane w najbardziej prestiżowych konkursach fletowych. W 2005 i 2006 roku zdobył laury w konkursach w Monachium, Odense w Danii (konkurs imienia Carla Nielsena) oraz w konkursie imienia Leonardo De Lorenzo we włoskim Viggiano. W 2008 artysta wziął udział w największym i najważniejszym konkursie fletowym na świecie, Jean-Pierre Rampal w Paryżu. Do każdej jego edycji zgłasza się ok. 600 uczestników, z których do właściwych przesłuchań dopuszczanych jest 100, a do drugiego etapu przechodzi już tylko 16. Polacy zawsze kończyli swoją przygodę z Paryżem w pierwszym etapie. Łukasz Długosz nie tylko zajął drugie miejsce, ale także zdobył wszystkie nagrody dodatkowe, i bezcenną uwagę żony zmarłego w 2000 roku Rampala, że jego gra przypomina jej męża. Artysta mający na swoim koncie łącznie 34 pierwsze miejsca, na konkursach i przygotowaniach do nich musiał spędzić sporą część swojego życia. Trudno się dziwić, skoro Długosz tak wspomina czasy, kiedy pracował na swoją reputację „pożeracza nagród”: - Uwielbiałem konkursy. To była okazja do spotkań, do konfrontacji z rzeczywistością inną niż koncertowa, do przygotowania nowego repertuaru.

Dziś jednak, jak sam przyznaje, trochę przewartościował swoje podejście do tego rodzaju współzawodnictwa: Kiedyś lubiłem rywalizację. Teraz już nie muszę nikomu nic udowadniać. Chcę coś zrobić dla potomności, wpłynąć na rozwój fletystyki. Poza licznymi nagraniami i koncertami, bardzo istotny jest fakt, że kompozytorzy piszą utwory specjalnie dla niego. Długosz przyznaje, że jest to dla niego niesamowity moment, kiedy może stać się poniekąd inspiracją dla nowego dzieła, kiedy dzwoni kompozytor i mówi: „Łukasz, zróbmy coś razem”. Ma już na swoim koncie szereg prawykonań kompozycji polskich i zagranicznych twórców, m.in. Grażyny Pstrokońskiej-Nawratil, Piotra Mossa, Michaela Colina, Haralda Genzmera. Flet jako instrument solowy pewnie jeszcze długo nie będzie tak popularny jak fortepian czy skrzypce, jednak literatury współczesnej dla tego instrumentu, między innymi dzięki naszemu artyście, jest coraz więcej.

Długosz uczył się gry na flecie u największych. Wśród swoich mistrzów wymienia m.in. Jamesa Gollway'a, Andreasa Adorjana czy Pierre-Yves Artud'a. Obecnie studiuje w klasie mistrzowskiej prof. Ransoma Wilsona w Yale University w New Haven (USA). Z ogromnym sentymentem i uznaniem wspomina jednak również swojego pierwszego profesora: „Dzięki Traczewskiemu zacząłem postrzegać muzykę głębiej oraz funkcjonować na innej płaszczyźnie.” Sam też już od kilku lat przekazuje swoją wiedzę młodszym koleżankom i kolegom, prowadząc kursy mistrzowskie. Przyznaje, że bardzo to lubi: - Dzięki temu sam wiele się uczę. W pewnym sensie jest mi łatwiej niż starszym profesorom, bo jeszcze dobrze pamiętam z autopsji jakie problemy może mieć młody muzyk. Mimo swojego młodego wieku cieszy się szacunkiem i poważaniem u swoich „podopiecznych”. Może dlatego, że nie próbuje na siłę być „mistrzem”, a po prostu życzliwie dzieli się swoją wiedzą i doświadczeniem. - Dla większości jestem Łukaszem. Najgorszy jest dystans. - mówi artysta. Na razie jednak nie chce przyjmować propozycji prowadzenia własnej stałej klasy, które otrzymał już od kilku uczelni. - Kiedyś na pewno będę uczył. Jednak na razie chcę grać, koncertować, nagrywać.

Występy z najlepszymi orkiestrami świata, wspaniałymi dyrygentami i w najbardziej prestiżowych salach koncertowych to dla niego prawie codzienność. Gra on około 100 koncertów rocznie, w tym 60 z muzyką symfoniczną. Wiele z nich można uznać za spełnienie najskrytszych marzeń każdego muzyka, jak ten w sali Musikverein w Wiedniu, przy 2,5-tysięcznej publiczności, która nagrodziła flecistę owacją na stojąco. Długosz również dużo nagrywa. Tylko w tym roku ukaże się kilka albumów z jego udziałem, w tym płyta z muzyką amerykańskiego kompozytora Michaela Collina nagrana wraz z London Symphony Orchestra pod dyrekcją Ransoma Wilsona.

Przy tak intensywnym trybie życia i ciągłych podróżach, niejeden muzyk cierpi na samotność. Nasz flecista ma to szczęście, że prawie nie musi się rozstawać ze swoją drugą połową. Obydwoje wybrali kiedyś dla siebie ten sam instrument, dlatego też teraz razem studiują, wyjeżdżają w trasy koncertowe i niejednokrotnie wspólnie występują. Długosz wraz z żoną mieszka obecnie w Nowym Jorku, do Polski przyjeżdża przy okazji tournée po Europie.

A co tak naprawdę urzeka w jego grze? Piękny, elastyczny dźwięk, perfekcyjna technika, a przede wszystkim ogromna muzykalność, która pozwala mu z powodzeniem wykonywać zarówno muzykę dawnych mistrzów jak i współczesną. W jego interpretacjach słychać, że są głęboko przemyślane, ale nie chłodno-racjonalne. Jest w nich miejsce na emocje i to również rodzące się w trakcie wykonania, te generowane przez interakcję ze słuchaczami. Czekamy więc z niecierpliwością na kolejne nagrania flecisty, ale przede wszystkim na jego występy w Polsce.

Barbara Wróbel

Fot. Archiwum artysty


Więcej:
Piotr Orzechowski Pianista o chuligańskim zacięciu!
Mateusz RyczekKomponowanie to dla mnie tworzenie światów idealnych
Karol NepelskiWszechstronny kompozytor
AMADRUMS TRIOczarują muzyką
Ewa Fabiańska-Jelińskakompozytorką-rezydentką znakomitego zespołu Baltic Neopolis Orchestra
Aleksandra KulsJestem w życiu optymistką
Jacek Gutrylider i założyciel zespołu Gut-muzyk
Dariusz Rączkawokalista zespołu Fantasmagoria
Roch ModrzejewskiMalarz, który zamiast farby, używa dźwięku gitary
Orkiestra Kameralna l’Autunnoczyli wszystkie muzyczne barwy jesieni