Jakub Polaczyk
Jego utwory wykonywano już w wielu krajach, m.in. Hiszpanii, Korei, Australii.

Nie lubię odwzorowywać rzeczywistości

Całkowicie współczesny, a jednak trochę pozaczasowy, gdy krąży na rowerze po krakowskim Rynku w charakterystycznym kaszkiecie na głowie. Jego utwory – jeszcze jako studenta kompozycji – wykonywano już w wielu krajach, m.in. Hiszpanii, Korei, Australii.

Jego praca dyplomowa na krakowskiej Akademii – Symfonia AD 2010, wzbudziła po prawykonaniu niemałe kontrowersje. Niewiele rozjaśniał komentarz samego kompozytora na temat źródeł inspiracji – jak się ma Chopin do muzyki koreańskiej i postmodernistycznych zabaw wątkami muzyki popularnej? Wyjaśnijmy może po kolei...

- Na studiach miałem obszerne kontakty z Koreańczykami i ich muzyką – opowiada Jakub Polaczyk. – Zafascynowało mnie azjatyckie poczucie czasu, kładące nacisk na trwanie bardziej niż u nas, Europejczyków nastawionych na proces. Zawsze czułem, że metryczność jakoś ogranicza muzykę. Myślałem, że w pewnym sensie – coś ze mną jest „nie tak”. A w tej innej kulturze nagle poczułem się bardzo dobrze. To, co ja miałem w głowie, ledwie przeczuwałem, oni już dawno wymyślili. W miarę studiów młody twórca ze zdziwieniem odkrył, że ozdobniki w muzyce koreańskiej przypominają mu... nokturny Chopina. – Był pod tym względem pierwszy w Europie. - Ozdobniki rozbudował do tak potężnych rozmiarów, że tworzą swój własny czas. Na przykład lewa ręka ma w takcie osiem ósemek, a prawa w tym czasie - 27 drobnych nut! Albo 33. Albo jakąkolwiek inną liczbę. To są dwa światy, dwa czasy płynące naraz w jednym utworze. Oczywiście, Chopin nie znał muzyki azjatyckiej – uśmiecha się kompozytor.

Fortepian jest bliski kompozytorowi. Jakub Polaczyk właśnie na nim ukończył średnią szkołę muzyczną. - Jestem byłym pianistą, ale dalej ćwiczę. Nie jestem wykonawcą, ale mam rzeczywisty kontakt z muzyką – podkreśla. Swojej nauczycielce, Irenie Rolanowskiej, poświęcił kompozycję Rolaneska. - Pani profesor uczyła mnie myślenia teatralnego w interpretacji muzyki. Cały czas dzieje się akcja, jeden aktor wchodzi, drugi wychodzi, tu dialog, tu kłótnia, tu monolog. Nie ma martwych momentów. Przyznaje, że choć gra na fortepianie była jego pasją, jednak nie ćwiczył rzetelnie. – Godzinami przesiadywałem i łączyłem akordy. Bawiłem się – opowiada. Nie przeszkodziło mu to jednak ukończyć szkoły z wyróżnieniem. Ukończył również muzykologię na UJ.

Komponować zaczął w wieku 18 lat. - Późno – twierdzi. W krótkim czasie (2007-2009) otrzymał jednak sporo nagród, m.in. na Konkursie PWM im. T.Ochlewskiego za Kombinacje na Olimpie, Konkursie im. Marka Stachowskiego (Motet w polewie Bergsona) i konkursie z okazji Dni Jana Pawła II w Krakowie (Oratio Fatima). Każdy utwór jest dla niego jakby zadaniem badawczym, pretekstem do wgłębienia się w jakiś problem. - Starożytność fascynuje mnie od dawna. Muzyka niezapisana, powstała przed wynalezieniem pisma nutowego, taka, którą możemy sobie tylko wyobrażać.  Kombinacje na Olimpie łączą wykreowany przez kompozytora tajemniczy świat starożytnych greckich obrzędów z awangardowymi efektami dźwiękowymi. Wykonawca – puzonista solo – ma również szeptać niczym zaklęcia pojedyncze sylaby pochodzące z imion bogów Olimpu. – Ja nie lubię odwzorowywać rzeczywistości w muzyce – mówi Polaczyk. - Uważam, że w muzyce powinniśmy tworzyć jakiś „nad-świat”. Powiązany z codziennym życiem, ale nie na zasadzie tworzenia filmu dokumentalnego. Najważniejsze jest przetworzenie, fantazjowanie.

Próbą tworzenia takiego nad-świata jest Motet w polewie Bergsona - realizacja dość ciekawej idei francuskiego filozofa. Otóż jego zdaniem istnieją dwa czasy: ciągły, trwający oraz linearny, biegnący. Polaczyk zilustrował pierwszy rodzaj czasu przez „motetowy” dwugłos smyczków, a drugi przez ornamentalną partię fortepianu. Skrzypce i wiolonczela mają znaleźć się poza sceną, w miejscu niewidocznym dla publiczności, na scenie widać tylko pianistę. Z kolei Oratio Fatima sam twórca nazywamedytacyjną wariacją”. Medytacja stanowi dla niego próbę zajrzenia na drugą stronę lustra. Twórca dość młody - 27 letni, ma zadziwiająco dojrzale przemyślaną kwestię języka dźwiękowego odpowiedniego dla muzyki sakralnej. - Muszą być spełnione techniczne warunki, żeby powstało poczucie gładkości i ładu w muzyce – tłumaczy. - Na eufonicznych brzmieniach najłatwiej się medytuje. Jednak nie jest to archaizacja. Muzyka Arvo Parta czy Góreckiego również jest zakorzeniona w takiej łagodnej emocji, ale „w duchu” oddaje to co jest dziś. To jakaś prawda, harmonia, radość, ale nie płytka – dodaje.

Artysta ma też ugruntowany pogląd na współczesność, nie tylko w muzyce. - Ukazanie świata dzisiejszego jako jednej „prymki” nie jest według mnie prawdą, świat jest bardzo polifoniczny, zglobalizowany. W jednominutowym Telegramie pojawia się natłok informacji, agresywne brzmienie przesterowanej gitary elektrycznej, jednak ten hałas jest przedzielony odcinkami ciszy. Dźwięki odrażające, ostre dla ucha, ale zakomponowane, nabierają innego znaczenia, komentują negatywnie – opowiada kompozytor. Inną ciekawą koncepcją jest In @-Rays - utwór orkiestrowy, do którego „librettem” jest wymyślony... czat internetowy z podanymi odnośnikami do stron www. - Śledzimy kogoś ile przebywał na danej stronie – śmieje się twórca. - Czy jestem tak bardzo usatysfakcjonowany współczesnymi czasami?- zamyśla się.  - Na pewno dla technologii cudowne czasy, ale w aspekcie humanitarnym jesteśmy chyba zubożeni.

Jakub Polaczyk studiował kompozycję u Marcela Chyrzyńskiego, muzykę komputerową u Marka Chołoniewskiego i instrumentację u Krzysztofa Pendereckiego. Przez rok studiował również w Belgii. Pytany o wpływ silnych osobowości twórczych swoich nauczycieli, odpowiada: - Każdy musi podejść do tego osobiście. Gdy oglądamy obrazy słynnych malarzy, świadomi jesteśmy, że nikt im nie kazał przechodzić przez „okres niebieski” czy „okres biały”. To wypływało z nich. Lekcje instrumentacji czy muzyki komputerowej to według niego zarówno nauka barw jak i poszerzanie technicznych możliwości. - Nie tylko uczymy się łączyć barwy, poszukujemy też swoich własnych. Van Gogha zawsze odróżnię.  – mówi. Zawsze, gdy komponuję, wkraczam na teren wyobraźni – podkreśla artysta. Wyobraźnia nie ma granic – nigdy ich nie poznamy. Gotowe schematy, na przykład modne obecnie wykorzystywanie brzmień z sampli, tylko ją zakłócają, a powinniśmy ją przecież rozwijać. Jak mówi Krzysztof Penderecki, „wyobraźnia jest najważniejsza”.

Krzysztof Cyran

Fot. Archiwum artysty

Wypowiedzi kompozytora pochodzą z rozmowy przeprowadzonej z K.Cyranem dla Polskiej Muzy w maju 2010 w Krakowie.

Więcej informacji na stronie www.jakub.polaczyk.com


Więcej:
Piotr Orzechowski Pianista o chuligańskim zacięciu!
Mateusz RyczekKomponowanie to dla mnie tworzenie światów idealnych
Karol NepelskiWszechstronny kompozytor
AMADRUMS TRIOczarują muzyką
Ewa Fabiańska-Jelińskakompozytorką-rezydentką znakomitego zespołu Baltic Neopolis Orchestra
Aleksandra KulsJestem w życiu optymistką
Jacek Gutrylider i założyciel zespołu Gut-muzyk
Dariusz Rączkawokalista zespołu Fantasmagoria
Roch ModrzejewskiMalarz, który zamiast farby, używa dźwięku gitary
Orkiestra Kameralna l’Autunnoczyli wszystkie muzyczne barwy jesieni