PRAPREMIERA: Tak jak myślał Chopin...
2010-12-17 11:14:14

Rozmowa z Martą Ptaszyńską na temat jej najnowszej opery – Kochankowie z klasztoru Valdemosa zamówionej przez Teatr Wielki w Łodzi z okazji zakończenia Roku Chopinowskiego.

Marta Ptaszyńska - Pani utwory bardzo często swoje pierwsze wykonania mają poza granicami Polski, szczególnie w Stanach Zjednoczonych. Pani najnowsza opera – Kochankowie z klasztoru Valdemosa swoją premierę będzie miała w Polsce.

- Tak. Podobnie jak moje poprzednie opery. Spektakl opery telewizyjnej Oskar z Alwy zrobiła telewizja krakowska. Potem był Pan Marimba prawykonany w Teatrze Wielkim w Warszawie, później Magiczny Doremik również w Warszawie, no i teraz opera o Chopinie też w Teatrze Wielkim, tylko że w Łodzi.

- Czy można powiedzieć, że Kochankowie to pani pierwsza „prawdziwa” opera?

- Poprzednie też były „prawdziwe”. Oskar z Alwy jest jak najbardziej operą sceniczną, która nadaje się na deski teatru. Istotą  opery telewizyjnej jest to, że trwa do godziny, jest więc bardzo krótka. Opera dziecięca Pan Marimba, mimo tego że nie ma orkiestry, tylko dwa fortepiany i czterech perkusistów, też jest dużą operą.

- Jak zrodził się pomysł napisania opery o Fryderyku Chopinie i George Sand?

- Prawie 10 lat temu po raz pierwszy zetknęłam się ze sztuką pana Krasińskiego Kochankowie z klasztory Valdemosa opowiadającą o pobycie tej pary na Majorce. Podsunęła mi ją Hania Chojnacka – moja reżyserka i choreografka z opery Pan Marimba. Wyobraziłam sobie tą sztukę na scenie natychmiast po przeczytaniu. To jest po prostu bardzo teatralnie i bardzo muzycznie napisany dramat. Muzyka już w nim była, trzeba było ją tylko odsłonić. Ale pomiędzy stwierdzeniem, że coś jest operowe a dokładnie wyglądającą partyturą jest jeszcze ogromny rozdział pełen pracy. Musiałam przeprowadzić pewne studia. Wykorzystałam w operze oryginalne pieśni znalezione w zbiorach katalońskiej muzyki ludowej. Nie ma w tym dziele ani jednej nuty, która jest moją wykombinowaną wizją hiszpańszczyzny, wszystkie melodie hiszpańskie są oryginalne. Takie poszukiwanie, przygotowywanie materiału zajmuje dużo czasu. Podobnie jak myślenie nad tym, jak ma to w ogóle wyglądać, co mają robić bohaterowie, jacy mają być... Od Teatru Wielkiego w Łodzi otrzymałam zamówienie na operę o Chopinie na zakończenie Roku Chopinowskiego. Miałam już wtedy przygotowaną bazę, więc usiadłam i napisałam operę w dziesięć tygodni. 

- Co Panią urzekło w sztuce pana Krasińskiego, że akurat ją Pani wybrała jako podstawę do swojego dzieła?

- Sama historia pobytu Chopina i George Sand na Majorce i sposób w jaki opisał ją pan Krasiński. Chopin spodziewał się, że podczas tej zimy będzie dużo pisał, a George Sand pomyślała sobie, że ich romans wspaniale się rozwinie. Tymczasem wszystko się zamieniło na niekorzyść obydwojga. Chopin się rozchorował z powodu strasznych ulew (nota bene element deszczu jest w operze wspaniale pokazany), a George Sand zamiast rozwijać swój romans, musiała parzyć zioła, przykładać plastry, gotować i szukać jedzenia, o które było bardzo trudno. Aż w końcu wracali do Paryża statkiem przewożącym świnie. To był jeden wielki koszmar, który pan Krasiński znakomicie uchwycił. Pierwszy akt jest bardziej hiszpański, drugi akt rozgrywa się w celi w klasztorze Valdemosa, więc nastroje i obrazy są bardzo kontrastowe. To też mi się bardzo podobało, że można przedstawić zupełnie inny świat, również muzycznie.

- W jaki sposób w Pani operze obecny jest Chopin?

- Chopin jest tam wszechobecny, jest od początku do końca cały czas na scenie. Jego partia jest szalenie wymagająca dla tenora, który nie tylko musi być znakomitym śpiewakiem, ale też dobrym aktorem. Chopin był człowiekiem oczywiście niezwykle inteligentnym, ale był też po prostu zgrywusem, uwielbiał żartować. Miał to nieprawdopodobne poczucie humoru, które jest charakterystyczne dla ludzi o wielkiej inteligencji. Charakterystyczna dla jego poczucia humoru jest scena, w której przychodzi Gomez i mówi: „Nie ma okien”, na co Chopin odpowiada: „No to szkoda, że nie zabraliśmy ich z Paryża!”. Był on bardzo wrażliwym człowiekiem, który z jednej strony kpił ze wszystkiego, a z drugiej szalenie się wszystkim przejmował. Przede wszystkim nie mógł przeżyć złych recenzji, które mu bez przerwy pisał niemiecki krytyk Ludwik Relstab. W operze pojawia się on jako widmo w scenie halucynacji. Ja tym się różnię od Chopina, że w ogóle nie przeżywam żadnych recenzji. Gdybym miała udzielić mu jakiejś porady to bym powiedziała, żeby się nie przejmował żadnymi Relstabami. Dlatego, że to, co zostaje, to muzyka, a nikt nie pamięta o dziwolągach krytykach muzycznych.

- Zatem Chopin jest przede wszystkim centralną postacią tej opowieści. A w jaki sposób jest on obecny w operze muzycznie?

- Główną podstawą opery jest harmonika chopinowska. Ja wyrosłam na muzyce Chopina i dlatego bardzo dobrze znam jego harmonikę. Bardzo dogłębnie ją studiowałam nie tylko z racji tego, że miałam napisać o nim operę. Jego harmonika jest fascynująca – bardzo nowoczesna jak na owe czasy, ale i dzisiaj jest nieraz zaskakująca. Jednak to, że podstawą jest chopinowska harmonika nie oznacza, że stosuję cytaty. Celowo ich unikałam dlatego, że kiedy Chopin był na Majorce, nie koncertował tylko komponował, pracował. Czyli właściwie improwizował. Zastosowałam w operze motywy, które ktoś, kto bardzo dobrze zna Chopina, od razu skojarzy. Ale to nie są dosłowne cytaty. To jest próba uchwycenia sposobu myślenia kompozytora, jego procesu twórczego i jego bardzo intensywnej pracy. Dlatego te elementy chopinowskie jak gdyby płyną, zmieniają się.

- Postać Chopina jest w jakiś szczególny sposób scharakteryzowany muzycznie?

- Wszystkie postacie są charakteryzowane muzycznie. Są tak zakomponowane, żeby nawet jak ktoś będzie słuchał przez radio, umiał rozpoznać, że to jest Chopin, to Sand, a to służąca Amelia. Każdy ma jakby charakterystyczny motyw. Ale to nie są klasyczne leitmotivy, raczej charakterystyczna faktura brzmieniowa. George Sand ma specyficzną harmonikę. Zawsze kiedy ona się pojawia, rozbrzmiewa harmonika chromatyczna w kierunku opadającym, a w pewnym momencie zawsze zatrzymuje się na akordzie tristanowskim. U Chopina z kolei czytelny jest charakter polski. Często odzywa się on w aurze jakiegoś mazurka czy poloneza. Służąca Amelia dużo krzyczy, mówi bardzo głośno i szybko. Mnisi śpiewają w aurze chorału gregoriańskiego. W partii furtiana zacytowałam oryginalną średniowieczną melodię Hildegardy von Bingen, której muzykę uwielbiam. Kiedy on wychodzi i zaczyna śpiewać to przed słuchaczem otwiera się nowy świat. Drugi mnich, według tego, co pan Krasiński napisał, był chyba ciągle pijany, więc jego chorał gregoriański jest trochę fałszywy.

- Jest Pani bardzo wyczuloną na barwy kompozytorką. Czy to będzie w jakiś sposób słyszalne w tej operze?

- Jeśli chodzi o instrumentację to użyłam orkiestry symfonicznej, w której zamiast dwóch gitar wprowadziłam harfę z gitarą. Harfa jest moim ulubionym instrumentem, a w połączeniu z gitarą nadaje hiszpański koloryt pierwszemu aktowi. Jest też oczywiście fortepian. Jego partia jest bardzo rozbudowana. W niektórych momentach, kiedy Chopin próbuje instrument, jest fortepian solo. W tej partii pojawia się jedyny w całej operze cytat. Jest to fragment Ricercaru z Das Musikalisches Opfer Jana Sebastiana Bacha. Użyłam go dlatego, że Chopin kochał Bacha i wziął sobie na Majorkę preludia i fugi.

- Pisząc operę, miała Pani wyobrażenie o tym, jak będzie ona wyglądać na scenie?

- Oczywiście. Mam od początku do końca swój własny wyobrażony „film”, dopracowany w najdrobniejszych szczegółach. Moja wersja jest kompletnie różna od tej, którą przedstawia pan Tomasz Konina w Łodzi, ale która też mi się podoba. I na tym polega istota przedstawień teatralnych, operowych, że możemy zobaczyć np. setne przedstawienie Czarodziejskiego fletu i za każdym razem jest to zupełnie inne.

- Uważa Pani, że Chopinowi spodobałaby się Pani opera o nim samym?

- Myślę, że mogłaby mu się spodobać, mimo iż był to człowiek szalenie wymagający. Spędziłam dużo czasu nad tym dziełem, żeby było ono rzetelne i autentyczne. To jest napisane tak, jak Chopin myślał. W końcu to jest jego myślenie muzyczne i jego harmonika, więc jakby mu się nie podobało to zakwestionowałby swoją własną harmonikę. Chociaż może on siebie samego inaczej widział i powiedziałby, że to, jak ja go namalowałam muzycznie, jest nie do przyjęcia.

- Chyba można powiedzieć, że zna Pani muzykę Chopina „na wylot”. I to nie tylko z powodu opery. Jaki jest Pani osobisty stosunek do tego kompozytora? Nie ma Pani przesytu Chopina po tych miesiącach intensywnej pracy, po Roku Chopinowskim?

- Jestem z Chopinem bardzo „zrośnięta”. Nie można od niego uciec mieszkając w Polsce. Ja wychowałam się na Chopinie. Od dzieciństwa go słuchałam, grałam na fortepianie. Jak chodziłam jeszcze do szkoły to każdej niedzieli był w Polskim Radio godzinny koncert chopinowski. Potem przeżycia Konkursu Chopinowskiego. Chodziłam do liceum, gdzie grało się go bez przerwy, ale też analizowało na formach muzycznych, na harmonii. To jest kompozytor, którego można cały czas słuchać. Chopina, podobnie jak Bacha, można słuchać non-stop!

Rozmawiała: Barbara Wróbel

 fot. BW

obejrzyj wypowiedź Marty Ptaszyńskiej

czytaj też:

rozmowa z Januszem Krasińskim - Od serialu do opery

rozmowa z prof. Mieczysławem Tomaszewskim - Podziwiam odwagę pani Marty Ptaszyńskiej

 


Więcej:
FMF: Koncert Disneya: Piękna i Bestia2018-06-03 11:27:21Dzień Dziecka z 11. Festiwalem Muzyki Filmowej w Krakowie
11. FMF rozpoczęty! Krzysztof Penderecki patronem Sali Audytoryjnej Centrum Kongresowego ICE Kraków!2018-06-03 11:05:39Uroczystą galą Penderecki2Cinema zainaugurowaliśmy jedenastą edycję Festiwalu Muzyki Filmowej w Krakowie.
Fidelitas - Suita Lubelska. Teatr Muzyczny w Lublinie2018-04-10 08:39:36Widowisko jest polskim i wysoce udanym, musicalowym połączeniem historycznego libretta z dynamiczną, zróżnicowaną muzyką i ciekawą choreografią.
Misteria Paschalia: Seraficko i melancholijnie2018-03-31 23:06:32Koncerty trzeciego dnia Festiwalu Misteria Paschalia zaprezentowały pełne spektrum angielskiej muzyki renesansowej: religijnej i świeckiej.
Misteria Paschalia: Muzyka dla Elżbiety i taniec dla duszy2018-03-31 23:02:45Ognistoruda, schowana za zasłoną pudrów, kryz i klejnotów Elżbieta była nie tylko wielką władczynią, ale i wielką miłośniczką oraz mecenaską sztuki.
Festiwal Opera RARA: Chłopcy malowani2018-01-24 23:51:00Angielski baryton Christopher Maltman, któremu przy fortepianie towarzyszył Joseph Middleton, śpiewał bowiem o milionach, ale – dzięki doskonałej interpretacji – za każdym razem przedstawiał tragedię jednostki.
Festiwal Opera RARA: Czy Charpentier nie dokończył opery?2018-01-24 23:49:16„Zostań z nami na zawsze, o cudowne wrażenie tego głosu, co wzrusza, zachwyca, urzeka”! – prosili mieszkańcy mitologicznych zaświatów, oczarowani śpiewem Orfeusza, a za nimi publiczność zgromadzona w Teatrze im. J. Słowackiego w Krakowie, nie mniej olśniona sztuką gości z Francji.
Festiwal Opera RARA: Kamienie i skrzydła u ramion2018-01-22 12:13:12Na ten wieczór się czekało: intrygujące tytuły, obiecujący wykonawcy, wreszcie pierwsza z dwóch inscenizacji przygotowanych specjalnie dla festiwalu.
Festiwal Opera RARA: Gdzie jest piekło?2018-01-22 12:11:35Prawdziwym misterium można by określić koncert „Enfers” („Piekła”) otwierający w Centrum Kongresowym ICE Kraków tegoroczny festiwal Opera Rara. Już choćby przez same jego ramy – efektowne i symboliczne: zaciemnienie sceny i widowni na początku oraz rozjaśnienie na końcu.
Kobieta zmienną jest, czyli Sinfonietta Cracovia wraz z Soyoung Yoon i Amelią Maszońską2017-07-29 09:04:28relacja z finałowego koncertu Sinfonietta Festival